Chowając się przed Bogiem

„Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Często jest tak, że pragniesz poznać Jezusa, chcesz chociaż troszkę zbliżyć się do Niego i próbujesz przeróżnych sztuczek, by dotrzeć do Niego tak, byś mógł Go poobserwować, ale by On nie dostrzegł ciebie. Nie chcesz się zaangażować, chcesz jedynie z bezpiecznej odległości podpatrywać Jezusa – poznać Jego zachowania, wartości, przyzwyczajenia… Z jednej strony Jezus cię fascynuje, Jego osławiona dobroć pociąga cię, wabi, z drugiej strony sam chcesz zostać niezauważony, zabezpieczony dystansem. Czego się boisz? Kolejnego zranienia? Rozczarowania? Czy tego, że Jezus będzie wymagał od ciebie zaangażowania? Twoje dotychczasowe życie pokazało ci, że bliskie relacje sprawiają ci ból i zawód, że w ostateczności kosztują cię więcej cierpienia, niż jesteś w stanie znieść, więc traktujesz Jezusa tak, by nigdy więcej nie poczuć się już skrzywdzonym, odrzuconym, zdradzonym, czy oszukanym. Nie angażujesz się emocjonalnie w Waszą relację, unikasz intymności, szczerości i… miłości. Zbyt mocno się boisz. Stajesz więc w cieniu krzyża, przyglądasz się Jezusowi i myślisz, że jesteś niewidoczny, a przez to bezpieczny. Jednak Jezus nie da się zwieść pozorom. On w najgłębszej ciemności dostrzeże twoje łzy, ponieważ czuje je w swym sercu. I zanim zdążysz uciec przed Nim, schować się (w wydawałoby się najlepszą kryjówkę), On pierwszy podejdzie do ciebie, by cię przywitać. Jawnie, odważnie, bez krygowania się. Jezus pierwszy wyciągnie rękę, nie odtrącaj jej i nie patrz na Niego z ludzkiej perspektywy – On nie jest winien, że tyle przeszedłeś w swoim życiu, nie możesz więc z góry zakładać, że kiedyś się na nim zawiedziesz. Jedyne, naprawdę prawdziwe uczciwe zachowanie, którym możesz się wykazać, to jeszcze raz otworzyć swoje serce. Tym razem przed Jezusem, a nie przed ułomnym słabym człowiekiem. Jeżeli tego nie potrafisz – oddaj Mu swoje rany i pozwól, by pomógł ci nieść twój własny krzyż. To wbrew pozorom będzie świadczyć o twojej odwadze a nie o twojej słabości. Pamiętaj – Jezus widzi wszystko, możesz przestać się tłumaczyć, usprawiedliwiać, unikać Go. Możesz wreszcie pozwolić sobie na komfort bycia Bożym dzieckiem. Zaufać i pokochać. Wyjść z cienia. Zejść z sykomory i zaprosić Jezusa do domu. Za dnia.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.