Skazani na trąd?

„Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”.
Trędowaci byli wyklęci, wyrzuceni poza nawias społeczeństwa, mieszkali w specjalnie wydzielonych miejscach i każdy się ich brzydził. Trędowatemu nikt nie podał ręki, nie przytulił go, nie ukochał… Trędowaty zdany był tylko na siebie i w ogromnej samotności musiał znosić swój ból, wstyd i swoje upokorzenie.
Trąd jest jak grzech… I chociaż niekiedy masz możliwość go ukryć, tak, że staje się niewidoczny dla każdego poza tobą i Bogiem, to i tak często skutki twojego grzechu są podobne – ktoś przestaje cię kochać, odchodzi, zawodzi się na tobie, niekiedy cię przeklina… Odczuwasz ból i wstyd. Musisz więc głęboko ukrywać swój grzech i często coraz bardziej zanurzasz się w swoich nieprawościach. Szatański trąd niszczy twoją duszę – kawałek po kawałku. W ten sposób oddalasz się od pozostałych dzieci Bożych, odchodzisz od Boga, stajesz się duchowym wyrzutkiem. Owszem, pięknie potrafisz się maskować, ale w głębi serca jesteś właśnie trędowaty – samotny, nierozumiany, wyalienowany, przeklęty.
Jedyne, co ci pozostało, to Bóg. On jeden jedyny nie odrzuca cię z powodu twojego grzechu, on jeden jedyny kocha cię pomimo niego. Nie akceptuje go, to prawda, ale brak jego aprobaty dotyczy twoich niewłaściwych poczynań, a nie ciebie. On jako jedyny nie utożsamia twoich grzechów z pięknem twojej duszy. W stosunku do ciebie czuje zawsze to samo – ogromną miłość i tęsknotę za tobą.
Nadszedł najwyższy czas, by pozwolić dać się uzdrowić. Byś to ty zapragnął pozbyć się niszczącego cię trądu, zamiast go maskować. Nie szukaj podobnych sobie, bo oni ci nie pomogą, szukaj Chrystusa i szczerze, z głębi swojego umęczonego grzechem serca, zawołaj: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nade mną! Dość już wycierpiałeś, teraz możesz nareszcie odczuć ulgę, możesz stać się wolnym człowiekiem. Godnym, zasługującym na szacunek, wspaniałym Dzieckiem Bożym – Synem lub Córką Króla. Niech to Bóg uleczy cię z trądu, bo – uwierz mi – to nieprawda, że jesteś na niego skazany. Twój trąd może zostać uleczony w jednej chwili – przy kratach konfesjonału. Nie wstydź się obnażyć przed swym Ojcem swojej pokiereszowanej duszy, on ją doskonale zna i nie przerazi się. Nie będzie cię też osądzać, wyśmiewać i odtrącać. Po prostu uleczy cię i wreszcie poczujesz ulgę… Bycie grzesznikiem to nie wstyd, ale pozostawanie nim to głupota i tchórzostwo. Nie dorzucaj tych cech do swoich rozognionych grzechami ran.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.