Ja, superbohater!

aa„On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się.” Głuchoniemy został uleczony przez Jezusa, ponieważ OTWORZYŁ się przed Jezusem. Proces uzdrawiania jest możliwy dzięki współpracy Boga z człowiekiem, a więc i Twoje rany zostaną uleczone, kiedy całkowicie otworzysz się przed Jezusem. Tylko tyle i aż tyle. Być może życie nauczyło cię, żeby zakładać na swój ból uniform uśmiechu, a swoje rany lizać w samotności. Może nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że przestałeś ufać komukolwiek, więc i twoje zwierzanie się z problemów dochodzi do akceptowalnej przez ciebie granicy: Mówisz sobie – dotąd mogę się otworzyć, a resztę zachowam dla siebie, bo całość nazbyt mnie obnaża. Swoje cierpienie chowasz pod maską stwierdzenia: Jakoś dam radę, inni mieli gorzej, a przecież przetrwali. Serio? Dasz radę? Skoro zamiast sięgać po pomoc Boga, wolisz dawać sobie radę, to tak właśnie się dzieje. Jakoś sobie radzisz… Inni przetrwali? Co ty wiesz o innych? Wiesz tyle, ile chcą ci pokazać i wiesz tyle, na ile się przed tobą otworzyli… Zbyt mocną wagę przywiązuje się do tego, że człowiek musi być silny. Niezniszczalny. Niepokonany. Dlatego uważasz, że nie możesz okazać swojej słabości. Tak bardzo przyzwyczaiłeś się do tego mitu, że naprawdę masz poważny problem, żeby się otworzyć – zapomniałeś już, jak to się robi. Od kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu lat przyjmujesz pozę supermena i dziwisz się, że twoje moce przetrwania słabną. Oczywiście, że słabną. Nie jesteś z żelaza, tylko z krwi i kości. Przestań udawać, że jest inaczej. Przestań rozmawiać z Bogiem tak jak z innymi ludźmi – półprawdami. Mów do Niego sercem. Dokop się do głębi siebie! Pozrzucaj wszystkie maski! Przyznaj sam przed sobą, że sam nie dasz rady! Przyznaj, że jesteś głuchoniemy. Przyznaj się do swoich słabości, bo one mogą okazać się twoją największą siłą, kiedy dzięki Nim odnajdziesz drogę do Chrystusa. Pamiętaj, do Boga nie przychodzi się w czerwonym płaszczu superbohatera, do Boga przychodzi się nagim. Jesteś ty, twój problem i Bóg. Zaakceptuj więc, że Bóg dopuścił zaistniały stan rzeczy, ponieważ widzi w twoich ranach głębszy sens, którego ty teraz nie widzisz, bo oczy masz przesłonięte łzami. To, co cię spotyka nie jest tylko wybrykiem codzienności, znalazłeś się w tej konkretnej sytuacji, ponieważ Bóg chce ci coś przekazać. Nie bądź głuchoniemy, usłysz wreszcie, co Bóg ma ci do powiedzenia. I przestań się chować pod zasłoną smutnego uśmiechu. Zbyt długo cierpiałeś samotnie, Bóg na ciebie czeka. Nie musisz jakoś sobie radzić. Możesz po prostu pozwolić Bogu działać.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.