My, faryzeusze

Faryzeusze. To ludzie, z których się śmiejemy i których potępiamy. Ludzie, którymi pogardzamy. Zawsze mają na podorędziu jakiś pasujący cytat z Biblii, wiedzą kto z sąsiadów opuścił niedzielną mszę i nieustannie pouczają innych… Są przemądrzali i pyszni. Nie chcemy mieć z nimi nic do czynienia, bo są obłudni. Wzbudzają w nas niechęć i oburzenie. Żyją jednak wśród nas, a my jakoś próbujemy się dostosować. Schodzimy im z drogi, żeby nas nie staranowali i na weekendowym grillu dobrodusznie z nich podkpiwamy, żeby sobie ulżyć. My, porządni ludzie – niemalże elita Chrystusa – nie plotkujemy na ich temat, bo to grzech!, ale nazywamy rzeczy po imieniu, bo ktoś przecież musi je nazwać. A potem, w bardzo zawoalowany sposób, schodzimy na grzeszki polityków, lekarzy, księży i nauczycieli. Bardzo miło mija nam czas na wspólnym zaglądaniu w cudze życie. Grill się kończy, wracamy do domu i komentujemy – w grzecznych, chociaż jadowitych słowach – kreacje gospodarzy i przesolonego kurczaka. A potem, po długiej lub krótkiej modlitwie, zasypiamy z lekkim sercem, jak prawdziwi chrześcijanie.
Hmmmm…. Nie odetniemy się w ten sposób od faryzejskiej obłudy, skoro wyrasta ona z nas samych. Od własnego grzechu nie ucieka się w cudzy grzech. To jest właśnie dwulicowość.
W naszym poukładanym i bardzo „porządnym” życiu robimy dwa podstawowe błędy. Po pierwsze – Jezus NIGDY nie szemrał za plecami. Zawsze wprost zwracał się do grzesznika i nigdy nie komentował jego upadku w towarzystwie osób postronnych. Miał odwagę mówić człowiekowi prawdę prosto w oczy. Skoro mamy naśladować Jezusa, to dlaczego plotkujemy na temat Jego dzieci? A po drugie – Jezus nigdy nie schodził z drogi. Nie uciekał w bierność i usprawiedliwienia. Działał zgodnie z własnymi wartościami, nawet jeśli były one sprzeczne ze zdaniem wszystkich ludzi wokół Niego. Jeśli mamy Go naśladować – nie wstydźmy się naszej wiary. Działajmy zgodnie z naszym sumieniem, nawet jeśli ma z nas szydzić cały faryzejski świat. Dlaczego my nie mamy tej odwagi? Być może dlatego że w prawdziwej konfrontacji wyszłyby na jaw i nasze grzechy, które tak bardzo chcemy zamieść pod dywan.
Musimy pamiętać o najważniejszym przykazaniu Chrystusa. Przykazaniu miłości. Traktujmy innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. I dodatkowo przyglądajmy się sobie wnikliwie. Sobie, sobie i jeszcze raz sobie. Po prostu uczciwie wypleńmy chwasty z naszej duszy. Jak się zajmiemy tym naprawdę porządnie, to nie starczy nam już czasu, by oceniać innych. Mało tego, nie będziemy nawet czuli takiej potrzeby, bo z oczyszczoną duszą, będziemy chcieli wpatrywać się tylko w Boga.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.