Jezus umiera

postewyDzień śmierci Pana Jezusa. Dzień męki i niewyobrażalnej śmierci jedynej Osoby, której serce było całkowicie niewinne. Dzień, w którym umarł świat i wszystkie wartości. Wiem, słyszałeś to wielokrotnie, co roku stajesz wobec tej świadomości. Stajesz, ale czy w tę Prawdę wchodzisz? Czy zanurzasz się w nią tak, jak Jezus w cierpieniu zanurzył się dla ciebie? Święta Wielkiej Nocy to nie radosne baranki ani słodziutkie kurczaczki, to nie są kolorowe pisanki, prezenty od zajączka, ani nawet zastawiony stół czy wysprzątany dom. Czym zatem te święta są? Czym powinny być? Powinny być twoim odrodzeniem się w Chrystusie. A czy są?
Jezus dziś umiera za moje i twoje grzechy, czy chociaż przez chwilę zatrzymałeś się w chaosie przedświątecznych porządków i podziękowałeś Mu za tę ofiarę? Czy wsparłeś Go w myślach słowem pełnym miłości i otuchy? Czy poszedłeś na Golgotę razem z Nim? Czy zapłakałeś razem z Nim? Przejdź przez te dni z Chrystusem, wyrusz razem z Nim w Jego drogę. Zrób to z szacunku dla Jego cierpienia, z wiary, że miało ono sens i z miłości do Jego poranionego naszymi grzechami serca. I zrób to dla siebie. Uwierz w mękę Chrystusa. Zedrzyj z niej powłokę świątecznego lukru, i dostrzeż pod nią prawdziwe cierpienie. I przede wszystkim, skup się chociaż raz na Jezusie, zamiast na sobie i świątecznym menu. Jezus umarł za ciebie. Przyjmij tę ofiarę i spraw, by Jezus umierając, pomyślał: Wykonało się, przejrzał na oczy…
Być może również zadawałeś sobie pytanie: jak tak można zabić Niewinnego? Ja bym w życiu nie wydał Przyjaciela jak Judasz, ja bym nigdy nie wyparł się Przyjaciela jak Piotr, ja bym nigdy nie umył rąk jak Piłat? Też sobie zadawałam to pytanie i co roku mówiłam sobie: Nie, ja bym się nie wyparła, ja bym nie zdradziła, ja bym nie umyła rąk. Nie zrobiłabym tego, bo przecież znam siebie, wierzę w Boga i kocham Go. A jednak dziś inaczej odpowiadam sobie na to pytanie. Już nie jestem taka pewna swojej wierności. Zawahałam się co do swojej wspaniałości. Zaskoczę cię. Bylibyśmy w stanie to zrobić i robimy to. W XXI wieku nadal stoimy w przedmieściach Jerozolimy i po kolei odgrywamy w naszym życiu wszystkie te godne potępienia role.
Za każdym razem, kiedy porzucamy dla jakichś korzyści nasze wewnętrzne wartości i robimy rzeczy, których nie powinniśmy, zdradzamy Tego, który głosił Prawdę. Wydajemy Jezusa w ręce oprawców, tak jak zrobił to Judasz.
Za każdym razem, kiedy w żartach bagatelizujemy fakt, że chodzimy do Kościoła (bo wstydzimy się tego, co ludzie o nas powiedzą), lub mówimy jestem wierzący, ale niepraktykujący – wyrzekamy się Jezusa tak, jak uczynił to Piotr.
Każdego dnia, kiedy świadomie patrzymy na cudze poniżenie, cierpienie i nic z tym nie robimy, bo to nie nasza sprawa – umywamy ręce jak Piłat.
Każdym swoim grzechem (i nie mam tu na myśli grzechów ciężkich, ale każdy bez wyjątku grzech) wbijamy gwoździe w Jego umęczone ciało.
Za każdym razem, kiedy nasze postępowanie rozmija się z Jego oczekiwaniami względem nas, podajemy mu do picia ocet zamiast wody.
I na sam koniec… Kiedy nie korzystamy z tej łaski Odkupienia, wbijamy Jezusowi włócznię w bok.
Jezus widzi nasze grzechy, zna je doskonale i kocha nas pomimo ich. Umarł za nas. Za ciebie i za mnie, a my się do tego przyczyniliśmy. Nie mówmy więc, że nas tam nie było. Jesteśmy teraz i nic się nie zmieniło. Jezus umiera.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.