Miłość własna

jaWczoraj podczas homilii usłyszałam bardzo ważne słowa o naszej miłości do nas samych. Przytoczę je poniżej, żeby poszły w świat, bo były naprawdę mądre. Najważniejsze przykazanie o miłości mówi, żebyśmy kochali bliźniego swego, jak siebie samego – ale jak możemy kochać bliźnich, skoro sami siebie nie potrafimy kochać i sami codziennie siebie krzywdzimy? Niszczymy swoją duszę tym, że czynimy zło. Okaleczamy ją bezlitośnie.
Być może nie potrafię oddać w pełni wartości tych zdań, poczułam je bardziej intuicyjnie, właśnie tak bardziej duszą niż umysłem i bardzo we mnie utkwiły. Mam nadzieję, że zrozumiecie wagę tych słów. Tak od siebie dodam. Rany na ciele są widoczne, można je zaleczyć i nie ma po nich śladu lub zostają (brzydkie ale bezbolesne) blizny. Rany na duszy sprawiają, że jesteśmy nieszczęśliwymi kalekami. Zabierają nam wieczność, okradają z radości i uśmiechu. Odzierają nas z czystości i naszego wewnętrznego piękna. Jesteśmy nieszczęśliwi. Nie potrafimy wyleczyć takich ran, to może uczynić jedynie Bóg. Gdybyśmy jednak częściej zastanawiali się nad tym, że wyrządzając innym zło, krzywdzimy tak naprawdę siebie, może byśmy bardziej świadomie działali, mówili, myśleli? Może byśmy zawahali się przed oceną, przed złośliwym komentarzem, przed plotką? Może nie zacietrzewialibyśmy się tak w gniewie i nie rozpamiętywali cudzych potknięć? Kochajmy siebie i nie niszczmy swojej pozaziemskiej przyszłości. Tego nam życzę nie tylko na dzisiejszy dzień czy budzący się weekend, ale na całe życie. Myślmy o swojej duszy, nie katujmy jej, bo tylko ona jest wieczna.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.