Od rana staram się wszystko kontrolować: sprawdzam, czy działa domofon, czy winda się nie zepsuła, co pół godziny wychodzę z psem i rozglądam się po okolicy. Czekam tak intensywnie, że od tego czekania aż boli mnie ciało.
Wszyscy są poruszeni – podekscytowane dzieci siedzą koło wejściowych drzwi i układają wieże z klocków, tata trzyma barszcz na włączonym palniku, a mój mąż nerwowo wychodzi na balkon.
Nagle słyszymy dzwonek do drzwi. Otwieram i w milczeniu pełnym łez patrzę, jak wchodzą. Maryja-Tabernakulum z brzuchem nabrzmiałym od życia i Józef cały skupiony na Maryi.
A potem… czas się rozwarstwia. Dzieją się jednocześnie rzeczy przełomowe i codzienne. Narodziny sprzed 2000 lat i moja zwyczajna krzątanina. Wymieszane, zespolone ze sobą, nierozerwalne. Chrystus się rodzi! Rodzi się Chrystus! Miłość i Zbawienie nasze przychodzi na świat! Malutkie a tak ogromne, Ludzkie a nieśmiertelne…
Onieśmieleni po kolei wchodzimy do pokoju Jezusa. Zmęczona Maryja, wsparta na poduszkach, popija pożywny barszcz mojego taty. Józef z Synem na rękach patrzy na nas z dumą.
Pierwszy podchodzi Piotruś. Wspina się na paluszki, przygląda się Jezusowi, a potem zaczyna Go delikatnie gładzić i mówi słowa, które zapadają mi na zawsze w serce: ja kocham Twoje nóżki, ja kocham Twoje rączki, ja kocham Twoją buzię i kocham Twoje serce.
Potem podchodzi Ania, a Józef układa jej Jezusa w ramionach i czujnie podtrzymuje. Zachwycona Anusia całuje Jezusa, a potem podnosi na mnie rozjaśniony wzrok i mówi: Mamusiu, ja chcę być święta.
Mój tata klęczy, z twarzą ukrytą w dłoniach i płacze.
Mój mąż szepcze coś do Józefa, a potem klęka przed Jezusem i bierze Go w swoje dłonie. A następnie, pełen czci, unosi Go do góry i obchodzi z Nim cały nasz dom, uświęcając w ten sposób Jego obecnością każdy zakamarek.
Ja… Ja czuję jednocześnie uniesienie i szczęście, wzruszenie i radość. Kiedy mój mąż wraca i składa maleńkie Dziecię w mych ramionach, klękam przy łóżku Maryi.
– Mamo – szlocham. – Pomożesz nam wszystkich dojść do świętości?
– Po to jestem, córko moja. Po to jestem – uśmiecha się i delikatnie gładzi mnie po policzku. Wybucham płaczem pełnym ulgi i oddaję Jej Syna.





