Krzyż powszedni

„Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”

Czy codzienność może być krzyżem?

Tak.

Nieważne, jak na twój krzyż patrzą inni ludzie, nieważne jak oni znoszą podobną sytuację, ważne co TY czujesz i jak na to reagujesz.

Dźwigasz krzyż, którego ciężar dostosowany jest do twoich możliwości. I to jest twój krzyż, a nie ludzi, którzy komentują twoje wysiłki dźwigania go.

Nie obwiniaj się o to, że twoja codzienność jest dla ciebie zbyt trudna, widać ten konkretny ciężar jest niezbędny dla twojego rozwoju, dla twojej relacji z Bogiem i innymi ludźmi. Twój krzyż jest twoją drogą do świętości. Nie jest lekki, bo i droga do świętości jest zazwyczaj bolesna.

Spójrz inaczej na swoje zmagania – przygarnij swój krzyż, zamiast go odtrącać i doceń swój wysiłek zamiast się z nim zmagać. Z jakichś powodów Bóg przyzwolił na to, żebyś go dźwigał, ale zesłał swojego Syna, żeby ci w tym pomógł.

Nie udawaj, że sam sobie poradzisz, ani też nie upadaj pod swym krzyżem w diabelskie sidła użalania, narzekania czy nałogów. Po prostu przyznaj przed sobą uczciwie, że się boisz, że sobie nie radzisz, ale że CHCESZ wypić ten kielich, który podał ci Ojciec.