…jak Bóg nas umiłował

1„To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.” Jezus nazywa nas swoimi przyjaciółmi – pomimo tego że wielokrotnie Go zawiedliśmy, odwróciliśmy się od Niego, zdradziliśmy Go. Sprzeniewierzyliśmy się Jego przykazaniom i uciekliśmy przed Jego miłosierdziem. A mimo to, wciąż jesteśmy w gronie Jego przyjaciół – ufa nam, spożywa z nami wieczerzę i myje nam nogi. Nam, chwiejnym słabym ludziom. Po prostu nas kocha, ale nakazuje nam, abyśmy również się wzajemnie miłowali. Tak, jak On umiłował nas. Czyli bezgranicznie. Czy rzeczywiście tak robimy? Czy potrafimy dostrzec w swoim wrogu oblicze Boga? Czy umiemy oddzielić grzechy swojego nieprzyjaciela od jego rzeczywistej dobroci? I wreszcie – czy chcemy tak postępować? Wydaje mi się, że wolimy chować naszą boską umiejętność wybaczania za filarem złości. Wygodniej nam zacietrzewiać się w gniewie niż pieczołowicie oddzielać ziarna od plew. Łatwiej nam odwrócić się i złorzeczyć, niż przebaczyć i objąć. Łatwiej nam nienawidzić niż kochać. A wszystko przez to, że zapominamy o podstawowej rzeczy – wszyscy jesteśmy dziećmi Jedynego Boga. Stworzonymi na Jego podobieństwo. Tylko że żyjemy na świecie, w którym szatan udaje, że króluje. A my mu wierzymy. To on przełożył przez Boskie przykazanie wstęgę „ludzkiej logiki”. Wmawia nam, że wybaczanie jest słabością, że dawanie drugiej szansy jest upokarzające i sprzeczne z rozsądkiem. Wyśmiewa naszą chęć czynienia dobra i podjudza nas do tego, byśmy kierowali się wyłącznie rozumem, a nie sercem. Kogo mamy naśladować – Chrystusa czy szatana? Boga czy upadłego anioła? Za kim tak naprawdę chcemy podążać? Za tym, który pragnie, byśmy się miłowali, czy za tym, który wsącza w nas jad nienawiści? Pamiętajmy – kiedyś staniemy przed obliczem Boga, a On nas będzie sądził. Módlmy się, by użył swego miłosiernego serca, a nie… zimnego niby-nieomylnego rozumu. By na nasze uczynki patrzył poprzez nasze rany, a nie przez soczewkę matematycznego równania. Czyńmy tak, jak pragniemy, by wobec nas czyniono. Porzućmy błędną chodną logikę tak sprzeczną z naszą wrodzoną dobrocią i uczymy się z pozoru abstrakcyjnej – logiki boskiej.
Jak więc mamy kochać tych, którzy nas poranili? Nie pamiętać im złego. Po prostu. Nie pamiętać im złego… Nie twórzmy sobie naszego prywatnego Boga, nie wkładajmy w jego usta naszych zindywidualizowanych przykazań szytych na naszą miarę, dopasowanych do naszej sytuacji. Bóg się nie pomylił, kiedy nakazywał nam się wzajemnie miłować. I nie dodał nam specjalnego aneksu pozwalającego nam na mściwość. Powiedział: Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną.
Przestańmy walczyć ze sobą. Mamy sobie przebaczać i miłować się tak, jak Bóg nas umiłował. Mamy porzucić spory, zbędne komentarze i „schować swoje miecze do pochew”. Musimy odwrócić się od złości, bo zatracając się w gniewie tracimy z oczu Boga.
Wybaczać – to nie jest łatwa droga. Nie pamiętać złego – to prawdziwe wyzwanie. Nie unosić się pychą – to siła pokornych. Potrafimy to. Jesteśmy w stanie podążać za Jezusem wspólną drogą. Jesteśmy dziećmi Boga, potrafimy kochać.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.