„A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”.
Czasami wydaje mi się, że ślepnę. Znam ten stan – idę wtedy po omacku, ufając uszom, że rozpoznają głos Pana.
Dlaczego ślepnę, skoro kilka razy naprawdę przejrzałam? Ponieważ czasem wystarczy na chwilę odwrócić wzrok od Jezusa, by oczy zachwyciły się złudnym blaskiem bożków.
Jestem wdzięczna za tę świadomą ślepotę, bo ona sprawia, że wciąż chcę być czujna. I gdy tylko mgła przysłania mi wzrok, znów wołam Pana. A On zawsze mnie słyszy, choć wokół nas tyle ślepców – niektórzy z nich milczą, niektórzy wołają, tak jak I ja.
Co widzę, kiedy odzyskuję wzrok? Oczy. Oczy Chrystusa wpatrzone we mnie z miłością i Jego wyciągniętą do mnie dłoń.
Chwytam ją i dalej idę do czasu, gdy znów jakaś pokusa nie odwróci mej uwagi. I tak wędruję przez życie… Czasem ślepa, ale nasłuchująca, a czasem wpatrzona.





