Życie bez zabezpieczeń

„Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie.”

Możemy być odważni jak Apostołowie – całą teraźniejszość i przyszłość złożyć w Bożych rękach. Ufać bez obaw o jutro, iść w kolejny dzień bez kalkulacji i wyliczeń.

Nie mówię o rozrzutności ani bezmyślności, mówię o godnym życiu bez zbytecznego lęku o pracę, pieniądze, zdrowie, najbliższych.

Życie bez zabezpieczeń… Bez dygotu, drżenia, bez szybszych uderzeń serca. Życie, w którym akceptuje się każdą stratę, bo ma się świadomość, że wdzięczność za odczuwaną troskę otworzy szeroko drzwi do dalszej Bożej obfitości.

Wierzę, że Bóg odpłaca czułością za okazane Mu zaufanie.

Nagradza z hojnością naszą dziecięcą wiarę.

Spieszy z pomocą, byśmy nie poczuli się zawiedzeni.

Bóg jest Tatą, On chce dla nas wszystkiego, co najlepsze. A jeżeli droga do tych łask idzie poprzez nasze łzy, to jaki piękny uśmiech czeka nas na końcu tej drogi?

Nie jest istotne, że tej odwagi Apostołów nam brakuje, bo jeżeli o tę odwagę prosić będziemy, to Bóg nam jej nie poskąpi. Musimy jednak liczyć się z tym, że męstwo hartuje się w trudnych sytuacjach.
Czy damy radę prosić o odwagę? Spróbujmy. Bóg nie zsyła przecież ciężarów, których nie damy rady unieść…