„A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.”
Wydaje nam się, że jeżeli schowamy się w ciemnym zaułku naszych grzechów, to jesteśmy dla Jezusa niewidoczni.
Ale to nieprawda.
Jezus zna ciemność tak doskonale, jak doskonale zna nas – ludzi, swoje zagubione owce.
Jezus nie musiał wchodzić do Jordanu, bo nie miał grzechów, z których powinien się oczyszczać.
Jezus nie musiał umierać na Krzyżu, bo był niewinny.
I Jezus nie musi wchodzić w naszą ciemność, bo sam jest Światłem.
Ale gdyby nie On – zgubilibyśmy się w tych ciemnościach i przepadlibyśmy w nich na wieki. Nasza wieczność byłaby tak ciemna, jak nasze grzechy, ale nigdy już nie pojawiłoby się w niej światło.
Dlatego Jezus umarł na Krzyżu – nie musiał, chciał.
I dlatego towarzyszy nam w ciemnościach, bo wie, że złe są nasze uczynki a nie my. On nam współczuje i kocha nas tak bardzo, że woli cierpieć z nami i umierać za nas, niż żyć bez nas.
Więc bez względu na to w jak ciemne i poranione kąty naszej duszy będziemy przed Nim uciekać, On i tak nas widzi. Bo jest tuż obok. Zawsze.





