Wyzwolenie

„Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!”

Lęk nie jest czuwaniem. Lęk jest nieprzygotowaniem.

Nieważne, czego strach dotyczy – życia, zdrowia, rodziny, pracy, czy finansów – jest zawsze tym samym, brakiem zaufania Bogu.

To takie trudne czuwać w ufności bez względu na okoliczności, odsuwać dławiący strach, odsuwać ataki paniki i powtarzać – Jezu, Ty się tym zajmij. Jezu, ufam Tobie. Jezu umieram ze strachu, ale bądź wola Twoja.

To takie ludzkie – bać się, gdy czai się niepewność, gdy choroba zabiera niezależność, gdy człowiek nie zna jutra! To takie ludzkie i zrozumiałe.

Nie obwiniaj się o ten lęk, ale wejdź w niego, na trzęsących nogach, z kołaczącym sercem, z oddechem uwięzionym w obolałej klatce. Wejdź w ten lęk, padnij na kolana i módl się: Bądź wola Twoja, niech będzie jak Ty chcesz, zaopiekuj się mną, Jezu, zaopiekuj się mną! Umieram z lęku, weź ten strach i ześlij na mnie ukojenie, wybaw mnie Boże, bo ja jestem bezsilny.

Czuwanie jest odsuwaniem grzechu, niezgodą na trwanie w ciągłym lęku. Czuwanie jest codzienną rozmową z Bogiem, chęcią zawierzenia się Mu i nieustannym przestawianiem myślenia z obszaru logiki na przestrzeń Bożych łask i cudów.

Kiedy wejdziesz na ten teren, niedostępny dla racjonalizmu, będziesz czujny, będziesz gotowy, będziesz pogodzony z Bożą wolą i całkowicie wyzwolony. Ale żeby tam zostać, musisz tam wchodzić każdego dnia. I w pełni świadomie oddawać swoje życie Bogu.