Pan rzekł: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”.
Czym jest przesadzenie dorodnego, osadzonego w zdrowej glebie drzewa i zasadzenia go w niepewnym żywiole?
Zmianą.
Zmianą, która wymaga wiary i nieograniczonego zaufania Bogu.
Wiary w to, że tam, gdzie nie ma gruntu – wrośniesz stabilnie w Boga.
I ufności, że Bóg w tym morzu już na ciebie czeka.
Nie lubimy zmian, a one są potrzebne – każde wejście w nowość jest rzuceniem się w nieznane. Dlatego tego tak bardzo unikamy tego dyskomfortu i przez to tracimy wtedy tak wiele – możność spełniania marzeń, sięgania po lepsze życie. Boimy się zawsze tego samego – sztormu? Nie chcemy opuścić, często już bezwartościowej, gleby, bo nie wierzymy, że Bóg się nami opiekuje.
Pokładamy ufność w tym, co przewidywalne, namacalne, materialne – a Bóg jest nieodgadniony, jak morze.
Ostatnio opuściłam swoją glebę. Wypływam łodzią w nieznane, zanurzam dłoń w chłodne fale.
Co mogę wam powiedzieć? Na morzu jest inaczej, czasem lepiej, czasem gorzej, ale jedno jest pewne – obok mnie, w mojej łodzi, śpi Jezus. Skoro On śpi, to znaczy, że nic mi nie grozi.
Może i ty powinieneś wyjść ze swojej pozornie bezpiecznej gleby i po prostu zaufać Jezusowi?





