Gdzie nie ma nadziei

„Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”.

Jak to jest być w miejscu, gdzie nie ma nawet skrawka nadziei? Gdzie nie ma pociechy, miłości, zrozumienia? Gdzie nikt cię nie przytuli i nie ulituje się nad tobą? Gdzie masz wokół siebie ludzi, którzy wpatrzeni są w siebie i nie dostrzegają twojego cierpienia. Gdzie wszyscy są tak zobojętniali, bezlitośni i okrutni.

Ludzie przyzwyczaili się myśleć o piekle w dwojaki sposób – albo negują jego istnienie, albo przejaskrawiają czekające na nas męki do stanu takiego absurdu, że umysł ludzki nie jest w stanie go sobie wyobrazić, więc się go nie obawia. Jak się bać czegoś, co wydaje nam się groteskowe? Są jeszcze tacy, którzy mówią, że piekło jest puste, po co jednak Ukrzyżowany miałby schodzić do pustego piekła? Mnie piekło przeraża, bo nie ma w nim Boga, a są ludzie, którzy okrutne męki cierpią z tego powodu, że Go przy nich nie ma.

My, tu na ziemi, nie znamy tego stanu przerażającej, zatykającej dech pustki, bo nawet, jeżeli grzeszymy i na co dzień o Bogu nie myślimy, to On przy nas jest. Nie doceniamy tego, bo czujemy Go przy sobie od urodzenia. No i poza tym, bez względu na to, jak nam na tym świecie jest źle, zawsze znajdzie się ktoś, komu na tobie zależy. Nawet, jeżeli to tylko kot.

A w piekle nie ma nikogo, kto by chociaż zechciał na ciebie spojrzeć. Jesteś tylko ty i twoje pragnienie bycia kochanym. Nie wyobrażam sobie cierpienia większego niż nieobecność Tego, który oddał za mnie życie. Nie wyobrażam sobie być w miejscu, w którym nikogo nie obchodzi moja łza, gdzie nikt mnie nie utuli, gdzie nikt nie spojrzy na mnie z miłością. Jesteśmy zrodzeni z miłości i bez miłości nie możemy żyć. Dlatego boję się piekła.