Ropiejąca rana

„Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.”

Rozłam w rodzinie to tragedia. To ropiejąca rana, która żółcią rozlewa się po całym rodzinnym organizmie.
Czasami te spory spowodowane są chorobami psychicznymi, nałogami, polityką, grzechami lub niestety – niechęcią podążania za Jezusem.

I o tym Jezus mówi, aby uświadomić nam, że Bóg jest ważniejszy od córki. Od matki. Od żony. Od ojca, męża, syna, brata i siostry… Jest ważniejszy od naszych najbliższych, ale to nie znaczy, że mamy z okrucieństwem odcinać się od rodziny, bo są niewierzący! Nie! Słowa Jezusa nie są usprawiedliwieniem dla naszej ewentualnej bierności. Rozłam powinien być drogowskazem wskazującym za kogo w rodzinie modlić się mamy najgoręcej. Ma być szczeliną, którą zapełniać będziemy intencjami płynącymi z serca, pragnieniem zbawienia dla tych, którzy nie wierzą, a którzy mieszkają w naszym domu.

Więzy krwi są niezwykle mocne, a dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Nikt nie będzie się za naszych najbliższych modlić tak szczerze jak my sami. A więc – rozłam może być błogosławieństwem dla całej rodziny, a nie jej ostatecznym rozpadem.