Wypędzić Martę

„Marta, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego.”

Mam wrażenie, że zbyt często jestem Martą. Z głową w codzienności, z myślami pomiędzy obiadem a rachunkami. A Bóg? Czy to etat da mi życie wieczne? Czy posprzątany dom zbuduje relacje z moimi dziećmi? Czy rozmyślania o problemach oczyszczą moją duszę z lęku? Dzisiejszy dzień mija, minęła już ta chwila, w której napisałam poprzednie zdania. Uciekła do przeszłości, czy był w niej Bóg?

Za mało skupiamy się na Bogu, a potem dziwimy się, że lęki w nas baraszkują, że rozrzucają po naszej głowie czarne scenariusze niczym śmieci. Kto posprząta ten bałagan, który rozpanoszył się na wskutek duchowego zaniedbania?

Bóg zawsze powinien stać na pierwszym miejscu. W naszej głowie, w naszych planach, w naszych rodzinach. Bo to Bóg wszystko trzyma w swoich dłoniach, my mamy starać się o nasze zbawienie, a resztą zajmie się Bóg.

Nie chodzi mi tu o to, żebyśmy zamienili nasze życie na klasztorne medytacje, bo mamy swoje ziemskie zobowiązania, ale chodzi mi o to, żebyśmy do naszych monologów wewnętrznych dorzucili nawyk pamiętania o naszym Ojcu. Żebyśmy wykształcili w sobie potrzebę bycia z Nim – rozmawiania z Nim w myślach, oddawania Mu naszych trosk, dziękowania Mu za to, co w naszym życiu dobre i złe. Chodzi mi o to, żebyśmy dzień zaczynali od: „kocham Cię Boże”, a nie od wyrzekań, ze trzeba już wstać, iść do pracy, że pada deszcz, a stawy bolą…

Jeżeli będziemy przepędzać z naszych myśli Martę, to zacznie pojawiać się Maria, ta, która wpatrywała się w Niego, a nie w doczesność…