„Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?. On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: ”Idź, i ty czyń podobnie.”
Wydaje się, że żyjemy we wspaniałych czasach, które rzadko wystawiają na próbę nasze miłosierdzie. Zazwyczaj nie napotykamy na drodze pobitych bliźnich i nie musimy wykazywać się samarytańską postawą. Nie musimy ukrywać w piwnicy żydowskich dzieci ani przyjmować do domu ludzi, którym bomba zniszczyła dach nad głową.
Teoretycznie żyjemy w pokoju, ale popadamy w coraz większą obojętność.
Ratujemy zwierzątka, załamujemy dłonie nad lasami, rozdajemy wszystkim prawo do tolerancji, a nie reagujemy na czyhające zewsząd zło. A tymczasem wokół nas pełno jest poranionych ludzi, których duszę napadł szatan. Tylko przestaliśmy ich dostrzegać, bo rozszerzyliśmy naszą mowę, która pomiędzy tak-tak i nie-nie wypełniła się ogromnymi przestrzeniami naszego przyzwolenia na grzech.
Jak zatem wykazać się miłosierdziem, którego oczekuje od nas Jezus?
Zacznijmy od modlitwy. Za wszystkich błądzących, ślepych, głuchych i poranionych. Zacznijmy od modlitwy za nas samych, bo być może nie ma wokół nas żadnego samarytanina, który pomógłby nam oczyścić nasze rany z ropiejących wrzodów złości, nienawiści i egoizmu. Bądźmy miłosierni dla samych siebie i pozwólmy Bogu, aby opatrzył nasze pokrwawione dusze i pomógł nam wyzdrowieć.





