„Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego. Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział. Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie stali i gwałtownie Go oskarżali. Wówczas wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą; na pośmiewisko kazał ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata.”
Jezus nie uczynił znaku, nie odpowiadał na pytania, chociaż mógł w ten sposób uratować swoje życie. A Herod Nim wzgardził i odesłał do Piłata. Czy my również nie jesteśmy takimi Herodami?
Wiemy, że Jezus może czynić cuda i modlimy się do Niego, ale czasami Jezus stoi w naszym życiu bierny, z opuszczonymi dłońmi, i nie odpowiada na nasze modlitwy.
A my, zawiedzeni i rozgoryczeni, robimy to samo co Herod – wyrzucamy Jezusa ze swojego życia.
Dlaczego Jezus bywa bierny? Dlaczego słysząc nas, nie reaguje?
Dlaczego wybiera swoje – lub nasze – cierpienie? Ponieważ Jezus zawsze posłuszny jest woli Boga i jeżeli wolą Ojca jest, byśmy wypili swój kielich, to Jezus opuści dłonie, a potem… schyli się i sięgnie po nasz krzyż, by współdźwigać Go z nami.
Opuszczone dłonie pokornego Jezusa nie są biernością – są bolesnym działaniem, które kosztowało Go życie. Są krzyżem, posłuszeństwem, ufnością i miłosierdziem! Takie dłonie są przebite i krwawiące, ale wciąż gotowe, by nam służyć… Jezus, który powstrzymuje się przed czynieniem cudu robi to dla naszego dobra!
Jak my zareagujemy na taką postawę? Jak Jezus czy jak Herod?
I za kim w związku z tym pójdziemy? Za Bogiem czy rozpustnikiem?





