Lepiej wszystko stracić

„Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go.”

Którym dzieckiem jesteś? Głodnym i powracającym do swojego Ojca, czy sytym ale pozostającym w pozornej z Nim relacji?

Czasami lepiej wszystko stracić, nawet przez własną grzeszność, by zrozumieć, jaki jest prawdziwy sens życia i zapragnąć Miłości Nieograniczonej. Miłości, która niesie ze sobą miłosierdzie, zrozumienie, rozgrzeszenie i spokój. A czasem można mieć praktycznie wszystko i żyć w wiecznej iluzji własnej świętości.

Każda bańka kiedyś pęka, zarówno ta napełniona naszymi winami, jak i ta przesycona pozorną wiarą. Żadna z nich nie ma w sobie miłości, więc jest tworem, który musi pęknąć… Co się staniemy, gdy pękniemy? Gdy roztrzaskamy się boleśnie o bruk naszego życia?

Możemy wrócić do naszego Ojca i zostać powitanym. A możemy stanąć z boku, przyglądać się powrotom naszych braci i dostrzec, że sami jesteśmy… daleko. Bóg nie robi selekcji, On przyjmie każdego, który chce być przy NIM.

A tymczasem my codziennie bawimy się w Boga i analizujemy zachowania naszych bliźnich – zaglądamy w ich czyny, nie widząc serc.

Jak często zapominamy, że jedynym wyborem jakiego powinniśmy dokonać jest ten, czy JA chcę trwać przy Bogu? I jedyna refleksja, której powinniśmy się oddawać, to czy JA na pewno przy Nim świadomie i w miłości trwam?

A wszyscy inni są w tej samej sytuacji co my – mają ten sam wybór i potrzebują tej samej refleksji.