„Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć.”
Spowiednik cię okopie, Jezus w Eucharystii obłoży nawozem i co dalej dzieje się z Tobą? Wydajesz owoce? A może nie zastanawiasz się nad tym?
Jeżeli nie dostrzegasz swoich dobrych czynów, bagatelizujesz je i umniejszasz, to jak chcesz podziękować Bogu za to, że rozlewa w tobie łaskę miłosierdzia?
Przecież owoce, których szuka w Tobie Bóg, to nie tylko twoja wrodzona dobroć, ale też te piękne, dorodne płody, które wyrosły z ziemi niepopełnionych przez ciebie grzechów. Niepopełnionych świadomie! Które wyrosły dzięki temu, że pracujesz nad sobą, a Bóg wspiera cię w tej walce. Owoce te wyrosły, ponieważ z pełną determinacją starasz się odwracać wzrok od pokus! To łaska rozlewająca się w tobie, by pokazać ci drogę do zbawienia.
Twoje owoce mają karmić i wzmacniać ciebie oraz twoją rodzinę, musisz więc zacząć je dostrzegać i doceniać. Musisz zacząć radować się z tego, że to, co przebiło się przez zmarzlinę twojego egoizmu zaczyna obfitować. Nie jesteś w stanie wzrastać wyżej, jeżeli nie będziesz dziękował Bogu za twoją duchową przemianę!
Odrzuć fałszywą skromność i wykrzycz Bogu z radością: Boże, dzięki Tobie owocuję, jest dla mnie nadzieja! Chcę więcej! Tak, pragnij własnych owoców! Nie ma nic złego w tym, że pragniesz świętości. A święty jest pokorny, ale zna wagę własnej przemiany, bo wie, jaką cenę zapłacił za nią Chrystus.





