„A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!”
Jezus przemawiał językiem miłości – miłości do człowieka i do Boga.
My wszyscy tak bardzo pragniemy miłości, a nie słuchamy Jego słów.
Nie chcemy zobowiązań, wyrzeczeń, Krzyża…
Ale chcemy zbawienie.
My, ludzie, kochamy warunkowo i tak samo podchodzimy do wiary – wybiórczo. Przesiewamy słowa Jezusa przez sito naszych grzechów – egoizmu, wygody, rozpusty i oczekujemy szczęścia, obfitości, zdrowia oraz wszelkich potrzebnych łask.
A Jezus, umierając, nie odrzucał żadnego z nas.
Na przerażające okrzyki: Ukrzyżuj Go!, Jezus Bogu odpowiadał: nie wiedzą, co czynią!
Nawet wtedy kochał nas takimi, jakimi jesteśmy: grzesznymi, niemądrymi, błądzącymi.
Nie ma wiary bez miłości. Nie ma życia bez miłości. A i godnej śmierci nie ma bez miłości.
Jak daleko chcemy zajść na naszych grzechach? Do krzyża? Dojdziemy tam, ale co dalej? Do jakiej wieczności nas te grzechy zaprowadzą, jeżeli nie będziemy słuchać słów Jezusa?





