„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.
Wyobraźmy sobie sklep, do którego idziemy kiedy jest nam źle. To malutki sklepik tuż obok domu, tam zawsze jest ten sam serdeczny sprzedawca, uśmiecha się ciepło, pyta z troską o samopoczucie. Cieszy się z naszej obecności… Sprzedawca wie, jak pomóc – pozwala wypłakać się na swoim ramieniu, otula puchatym kocem, a potem robi gorące kakao, siada obok i uważnie słucha naszych słów. Nie ocenia, nie potępia. Jest i słucha. W miłości.
Napisałam o sklepie, bo teraz podstawowe wartości zastępujemy konsumpcjonizmem, nie z powodu naszej zachłanności, ale – głodu. Brakuje nam bliskości drugiego człowieka. Czujemy tę pustkę, ale zapełniamy ją chwilową ulgą, która trwa zbyt krótko, by naprawdę nam pomóc. Ludzie wokół nas nie bardzo wiedzą jak pocieszać, zauważać, miłować, bo po pierwszy sami tego nie dostali, a po drugie ciągle się spieszą.
Na szczęście jest Bóg. I gdybyśmy zamiast do sklepu, poszli do Boga i przed Nim otworzyli swoją otchłań rozpaczy, bólu i samotności, to wtedy okazałoby się, że nasze dotychczasowe pustki wypełnione są po brzegi miłosierdziem i miłością. Wypełnione tak obficie, że otulają nadmiarem wszystkich wokół.
Dziękujmy Bogu za nasze wewnętrzne niedostatki, nasze wygasłe kratery miłości, bo te jałowe spustoszenia Bóg może użyźnić sobą po to, byśmy wydali owoce, które nasycą nas i naszych bliskich.





