„Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.”
Jesteśmy dziećmi Boga – córkami i synami Króla Najwyższego!
Nasz Ojciec Niebieski chce naszego szczęścia, naszego rozwoju, chce byśmy żyli na Jego chwałę! Co nam w tym przeszkadza? Co przeszkadza nam lśnić boskim światłem?
Nasze ludzkie przyzwyczajenia. Istotą dzieci Bożych jest wiara. Wiara w to, że nasz Ojciec jest Wszechmogący, Wszechpotężny, Miłosierny i bez żadnych granic. A my – stawiamy Mu granice.
Nie oczekujemy cudów, sięgamy po powszechność, przewidywalność i zadowalamy się możliwościami dostępnymi tylko dla człowieka. A przecież głęboka wiara może sprawić, że góry (tak jak i nasze stopy) będą kroczyć po morzu! Ale my – ograniczeni racjonalizmem – nie chcemy wstrząsnąć posadami naszego duchowego świata. Przyzwyczailiśmy się do tego, żeby religijnie stąpać po stabilnym podłożu i zapomnieliśmy, że Bóg pozwolił nam latać… Nie fizycznie, ale duchowo. Dlatego, że jesteśmy z woli Boga narodzeni…
Na szczęście Bóg wciąż chce, byśmy latali i dlatego rozpala naszą wiarę. Daje nam doświadczenia, zsyła łaski nawrócenia i ukazuje nam Cuda Eucharystyczne, które są takimi duchowymi erupcjami mającymi zburzyć naszą religijną stagnację…
Jesteśmy Córkami i Synami Króla – nie musimy skazywać się na sieroctwo swoją upartą letniością.





