„Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu”.
Niewolnik… Sługa… Te słowa nie kojarzą się z miłością, raczej ze zniewoleniem. Ich sens wypełniony jest upokorzeniem, wstydem, uniżeniem i cierpieniem. A jednak Jezus potrafił wypełnić je ofiarną miłością, poświęceniem i przede wszystkim – wolnym wyborem.
Czy Chrystus był związany, czy nie, z takim samym zaangażowaniem służył nam, ludziom. W Jego posłudze my, ludzie, zajęliśmy to samo miejsce, co Bóg. Staliśmy w centrum. Urodził się, by spełnić wolę Ojca i urodził się, by zbawić nas. Jezus swoją dobrowolną ofiarą złączył nas z Bogiem! I ogarniał nam tym samym spojrzeniem co Ojca, pełnym nieograniczonej miłości.
I my możemy przyjąć Chrystusową semantykę posługi, tylko dzięki temu dobrowolnie możemy służyć innym ludziom. Naszym dzieciom, rodzicom, przyjaciołom, a nawet i wrogom. Miłość do bliźniego zdejmuje z niewolnika jarzmo nakazu i czyni go wolnym człowiekiem, który świadomie dokonuje własnych wyborów. Miłość sprawia, że my CHCEMY, a nie że musimy posłużyć komuś z pomocą. Za sprawą miłości dokonujemy wyboru pomiędzy własnym egoizmem a potrzebą drugiego człowieka. I my również, jeżeli będziemy zapatrzeni w Boga, dostrzeżemy w Nim naszych bliźnich.





