„Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego.”
Czy chrześcijanin musi być biedny? Dlaczego bogatym trudno wejść do Królestwa Bożego? Problem nie leży w pieniądzach, w ich posiadaniu, bo i biedny, który bez przerwy tęskni TYLKO za pieniędzmi może mieć te same trudności w dojściu do nieba.
Problem leży w tym, czego możemy się wyrzec – bogactwa czy Boga?
Bóg nie żałuje nam obfitości, ale żałuje NAS jeżeli z obfitości robimy sobie bożka.
Pieniądze mają być środkiem, a nie celem naszej wędrówki. Żyjemy, by podążać drogą świętości, a nie po to, by skupiać się jedynie na zarabianiu. Ale – jeżeli wędrując w stronę świętości, pomnażamy swój majątek, to Bóg nie widzi w tym nic złego.
Pieniądze są ważne, trzeba o nie dbać, mądrze nimi zarządzać, dzielić się nimi i korzystać z nich. Czasami trzeba nawet o nie się pomodlić. Pieniądze nie mają siły sprawczej, nie są złe same w sobie, więc nie mogą zagrodzić nam drogi do nieba. To MY zrobiliśmy z nich pokusę, to MY koncentrujemy się na nich. To nasza zachłanność jest zła, a nie pieniądze. Dlatego jeżeli Bóg w naszym życiu pozostanie Bogiem, to pieniądze będą zawsze tylko dodatkiem, nawet jeżeli licznym…





